FEDERACJA POLEK W KANADZIE
OGNIWO NR 8 W OTTAWIE

K A R T A   Ż A Ł O B N A   O G N I W A



RUTA (RUTH) RAPPAK
zmarła 2015

Ruth Rappak, z domu Scholl, urodziła się 23 grudnia 1916 roku w Kaliszu. Studiowała na Uniwersytecie w Poznaniu. Gdy wybuchła wojna przeniosła się do Lublina, gdzie w 1941 roku wyszła za mąż za Tadeusza Rappaka, porucznika armii polskiej działającego w ruchu oporu.

Po wojnie mieszkała w Gdańsku. W 1961 roku wraz z rodziną wyemigrowała do Kanady. W 1968 roku skończyła studia na Uniwersity of Alberta z tytułem BA in Education i rozpoczęła 15-letnią karierę jako nauczycielka. W 1984 r. zmarł Jej mąż Tadeusz.

W 1999 roku przeniosła się do Aylmer, aby mieszkać bliżej syna.

Wychowywała się w rodzinie baptystów i przez całe życie była aktywnym członkiem tej wspólnoty. Była również członkinią Federacji Polek w Kanadzie i innych polskich stowarzyszeń.

Była aktywna nie tylko w pracy w organizacjach - nawet gdy już miała ponad 90 lat używała komputera, poczty e-mailowej, uczestniczyła w życiu kościoła, a także była najstarszą członkinią klubu fitness(!). Lubiła słuchać muzyki Chopina, Bacha i Schuberta, dużo czytała, interesowała się polityką zarówno Polski jak i Kanady.


Początek strony

WANDA ZATŁOKAL-GARLICKA
zmarła 2014

Wanda Zatłokal-Garlicka, z domu Olszewska, urodziła się 7 maja 1924 roku w Warszawie, gdzie ukończyła Gimnazjim im. Juliusza Słowackiego. Naukę kontynuowała w czasie okupacji na tajnych kompletach, zorganizowanych przez grono nauczycieli z jej szkoły. W listopadzie 1939 roku zaangażowała się w konspirację, ale na skutek aresztowań w jej jednostce musiała opuścić Warszawę na dwa lata. W 1943 roku wróciła i zapisała się na Wydział Farmacji Podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła dwa semestry.

W lipcu 1945 roku została wysłana do Częstochowy w celu zorganizowania i przejęcia oddziałów żeńskich AK w tym rejonie. W Wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku aresztowało Ją gestapo i została wywieziona na głąb Niemiec.

6 maja 1945 roku została oswobodzona przez wojska amerykańskie i dołączyła do Polskiego Drugiego Korpusu we Włoszech, gdzie dostała przydział do III szpitala Wojennego w Cassamassima.

W lutym 1946 r. została odkomenderowana do Ośrodka Akademickiego w Bolonii i na tamtejszym Uniwersytecie kontynuowała studia farmaceutyczne. W Bolonii poznała swego przyszłego męża. W maju 1947 roku trafiła do Wielkiej Brytanii i tam została zdemobilizowana. W lipcu 1951 roku, wraz z mężem dr Jerzym Zatłokalem i córka Barbarą, wyemigrowała do Kanady. Po dwóch latach mężowi udało się nostryfikować dyplom, otrzymać posadę w Rządzie Federalnym i cała rodzina przeniosła się do Winnipegu. Po tragicznej smierci męża w 1959 roku, Wanda podjęła dalsze studia farmaceutyczne na Uniwersytecie Manitoba, specjalizując się w farmakologii. Ukonczyła je w 1965 roku z dyplomem B.Sc.Phm. i rozpoczeła pracę jako farmaceutka.

W 1961 roku, wraz z kilkoma koleżankami, założyła Ogniwo Nr 7 Federacji Polek i w 1964 została jego Przedwodniczącą. Rok później przyjęła posadę w Rządzie Federalnym w Ottawie, dokąd się przeniosła. Pracowała w Ministerstwie Zdrowia. W Ottawie Działała w Ogniwie Nr 8, a w latach 1970-71 została jego Przewodniczącą. Została wybrana członkinią Zarządu Głównego na IV Zjeździe (1970-London). Przedstawiła problem nadużywania narkotyków i powody wycofania z rynku środka słodzącego cyclamates.

Związana również z Kongresem Polonii Kanadyjskiej, pełniła różne funkcje w Zarządzie Okręgu Ottawskiego. Brała m.in. czynny udział w zbiórce na Fundusz Milenijny Kongresu. W latach 1980-90 pełniła funkcję wiceprzewodnicząej Komitetu Lekarzy i Farmaceutów Pomocy Medycznej Polsce, a w latach 1988-98 prezesowała Chórowi im. Ignacego Paderewskiego. Została odznaczona Złotym Krzyżem Kombatanckim SPK.

Należala do organizacji: Koła AK w Montrealu, Koła Nr 8 SPK, Oddziału Ottawa – Polskiego Klubu Instytutu Naukowego, Komitetu Pomocy Polskim Misjom, Koła Pań przy oddziale Ottawa ATP, Polskiego Instytutu Kaszuby.

W roku 1976 wyszła ponownie za mąż za doktora Andrzeja Garlickiego. W 1995 roku przerwała pracę w SPK z chwilą wyboru Jej męża na stanowisko prezesa KPK Okręgu Ottawa, a potem Prezesa Zarządu Głównego KPK. Powróciła do pracy w styczniu 1999 roku i dalej reprezentowała Polski Instytut Kaszuby. Jednocześnie była czynna w polskiej parafii św. Jacka Odrowąża w Ottawie, a od 2003 roku ponownie prezesowała Chórowi im. I. Paderewskiego.

Została odznaczona: Krzyżem Zasługi, Srebrną i Złotą Odznaką Honorową Federacji Swiatowej SPK, Złotym Krzyżem Kombatanckim SPK, Krzyżem Kombatanckim Federacji Swiatowej SPK i Ontario Volunteer Servicee Award za 30 lat pracy społecznej. Była członkiem Federacji Polek w Kanadzie ponad 50 lat; za pracę społeczną otrzymała w 2014 roku Ontario Volunteer Award.

Początek strony


KRYSTYNA J. PRZEDNOWEK
zmarła 2010

Krystyna J. Przednowek (nee Szczucińska) urodziła się w 1938 roku w Starej Wilejce, koło Wilna. Zaraz po Sowieckim najeździe we wrześniu 1939 roku, rodzina została rozproszona. Ojciec ukrywał się w Polsce, a Krysię wraz z bratem Januszem, jej mamą i babcią wywieziono do Kazachstanu. Jakoś przetrwali tę głodówkę i wydostali się, mieszkając na uchodźstwie w Persji, Indiach (Valivade) i Afryce (Koji), żeby w koncu po wojnie osiedlić się w Anglii.

Do Polski i ojca nie wrócili z powodow komunistycznej i sowieckiej kontroli nad Polska.

Mimo prymitywnych warunków, w których mieszkali w obozach dla uchodźców, miała jednak szczęśliwe dzieciństwo. W Indiach i później w Afryce, nabyła milość do roślin i kwiatów. Nie raz opowiadała jak tam kolorowo było i jak oprócz warzyw jej babcia Zosia hodowała kwiaty. Nie raz mowiła, że się wychowała na tropikalnych owocach, takich jak mango, a nie lubiła jabłek... Jabłko to było coś egzotycznego dla niej.

Przez te wszystkie tarapaty spowodowane zbrodnią sowiecką, Krystyna nabrała wielkiej nienawiści do Sowietów i do komunizmu w ogole. Ale zgodnie z jej charakterem nigdy nie było w niej goryczy. Mogła się na ten temat kłocić aż człowiek myslał, że krew sie poleje, ale po ukończeniu "dyskusji" dalej żyła w zgodzie z "przeciwnikiem", który próbował jakoś usprawiedliwić komunizm.

Zawsze potrafiła znaleźć coś dobrego w człowieku nie zawsze widoczne dla innych.

W Anglii przeszła przez szkoły w Grendon Hall, Stowell Park i Lilford Hall. Spotkała Rafała na studiach matematycznych w Londynie. Następnie ślub, emigracja do Kanady i założenie rodziny w Ottawie. Wychowała dwóch synów, Marka i Adama.

Po kilku latach jak synowie podrośli, zaczęła pracować w rządzie, gdzie szybko awansowała mając opinię wspaniałej pracownicy.

Udzielała się społecznie wele lat, w Federacji Polek, w szkole Polskiej, gdzie była prezeską koła rodziców, w pracy harcerskiej i w wielu imprezach polonijnych. W czasach Solidarności sponsorowała dwie Polskie rodziny do Kanady.

Po przejściu na emeryturę nie usiadła na laurach, ale wspólnie z mężem prowadziła bardzo popularny "Bed & Breakfast" przez 15 lat. Nareszcie też miała czas zająć się ogrodem i ulubionymi kwiatami.

Wielką pociechą w ostatnich latach były dla niej wnuki Olek i Julia.

Niestety przyszła choroba, nieublagany rak mózgu. Po wielu miesiącach terapii i zmagania się z chorobą, odeszła od nas kochana żona, mama i babcia.
Wspaniały człowiek, który na zawsze zostanie w naszej pamięci.

Pogrzeb odbył się w Polskiej sekcji "Beechwood Cemetery" w Ottawie 5 listopada, żegnana z wielkim smutkiem przez duże grono rodziny, przyjaciół i znajomych.

Rafał

Początek strony


HALINA SZCZERBA
zmarła 2008

Michalina, bardziej znana jako Halinka, urodziła się 25 kwietnia 1937r. w Gołubiu w woj. Bydgoskim, gdzie ukończyła szkoły podstawową i średnią.

Studiowała w Toruniu na Wydziale Geografii oraz na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Warszawskiego. W 1964 roku przyjechała do rodziny do Montrealu i tam spotkała przyszłego męża Mariana Szczerbę. Ma jedna córkę i trójkę wnucząt.

W latach 80-tych ukończyła księgowość i język francuski w Vanier College. W międzyczasie zawsze pracowała społecznie. Między innymi uczyła dzieci w sobotniej polskiej szkole.

Od 1966 roku była członkinią Federacji Polek w Ogniwie montrealskim #9. Sprawowała różne funkcje; przez wiele lat była wice-przewodniczącą i skarbniczką. Była również członkiem Komitetu Pomocy Dzieciom Polskim. Brała udział w dorocznych kiermaszach oraz opiekowała się kobietami samotnymi i starszymi.

Od 2003 roku była członkinią Ogniwa #8 w Ottawie. Tu również pracowała społecznie dla Polskiej Szkoły - prowadziła szkolną bibliotekę.

Pamiętamy Ją pogodną, twórczą, uśmiechniętą i życzliwą oraz zawsze gotową do pomocy we wszelkich przedsięwzięciach. Na kilka miesięcy przed śmiercią brała udział w marszu na 5 km w ramach ottawskiego Walkathon’u na rzecz walki z rakiem zdobywając medal za swój wyczyn.

Pozostawiła po sobie pograżoną w smutku Rodzinę i wielu przyjaciół.
Cześć Jej pamięci.

Początek strony


HALINA CELIŃSKA
zmarła 2005

Halina urodziła się 1918r. na Kujawach koło Włocławka jako jedno z czworga dzieci. Trójka brała udzial w Powstaniu Warszawskim, najmłodszy 18-letni brat został zabrany podczas łapanki i wywieziony do Oświęcimia, gdzie zginął po trzech miesiącach. Szkołę średnią skończyła w 1935r. w Warszawie.

W 1935r. wstąpiła na Uniwersytet Warszawski na wydział prawa; po studiach zamierzała pracować wsród młodzieży przestępczej. W sierpniu 1939r. została aplikantką w 9 sądzie grodzkim dla nieletnich. Jednocześnie była kuratorem dla młodych przestępców.

Po wybuchu wojny brała udział w obronie Warszawy jako sanitariuszka w zespole akademickim. 31 grudnia 1939r. została zaprzysiężona w ZWZ, które później zmieniło się w AK. Pracowała tu w konspiracji pod pseudonimem SELIGA. Uczestniczyła w powstaniu od początku do końca. Po upadku powstania została wywieziona do obozu Sandbostel, a później do Molsdorf z numerem jenieckim LgXB 224144. 13 IV 1945r. została uwolniona przez VIII armię amerykańską.

Nie mogąc wrócic do Polski, po zakazie powrotu przez władze wojskowe, wstąpiła do I Samodzielnej Polskiej Brygady Spadochronowej, gdzie pracowała w 10 sądzie polowym do czasu wyjazdu do Anglii w maju 1947r. Tu przy PKPR (przysposobienie do życia cywilnego) pracowała w polskim obozie ONTARIO SURREY i w V Wojskowym Polskim Szpitalu w East Everley. Do cywila przeszła w maju 1949r. W 1950 roku rozpoczęła pracę zarobkową i w latach 1950 – 1952 pracowała w Głównej Komisji Skarbu Narodowego w Londynie.

Od 1946 roku była członkiem Stowarzyszenia Polskich Kombatantow, AK na Wygnaniu oraz członkiem Koła Kobiet Żolnierzy w Londynie. W 1951 roku wyszła za mąż, w lipcu 1952 wyjechała do Kanady i osiedliła się w Ottawie. Tu pracowała w laboratorium na Farmie Eksperymentalnej, włączyła się w życie społeczne Polonii; wstąpiła kolejno do SPK, ZNP (od chwili jego powstania na terenie Kanady), AK oraz do Federacji Polek, której członkiem była przez ponad 35 lat. Wykorzystując doświadczenie nauczycielskie z okresu studenckiego w Warszawie i z czasow okupacji pracowała jako nauczycielka w Szkole Polskiej im. Wiktora Podoskiego od chwili jej założnia w 1954 roku.

W międzyczasie ukończyła kursy na Uniwersytecie Ottawskim w zakresie psychologii i socjologii, a w 1969 roku zapisała się na wydział kryminologii i pracowała jako praktykantka w Juvenile Delinquency Institute jako parol officer oraz przy pracach badawczych u Solicitor General. Przez cały czas pracowała społecznie i pomagała wszędzie, gdzie tylko mogła.

Pani Halina ma jednego syna, który jest muzykiem i na stałe mieszka w Polsce oraz trójkę wnucząt.

Była wielokrotnie odznaczana: ontaryjską odznaką woluntariusza za 35 lat pracy społecznej, odznaczeniami Armii Krajowej, Złotym Krzyżem Zasługi za pracę w polskim szkolnictwie w Kanadzie otrzymanym od Prezydenta RP oraz krzyżem uczestnictwa w Powstaniu Warszawskim.

Początek strony


ŁUCJA "LUCY" PESZKO
zmarła 2005

W dniu 25 września 2005 w Ottawie w wyniku tragicznego zderzenia dwóch samochodów utraciła życie pani Łucja Peszko. Był to szok dla całej ottawskiej Polonii.

Pani Łucja, nazywana przez przyjaciół Lusia, urodziła się 15 grudnia 1938 roku na polskich Kresach Wschodnich w Nieświeżu na Białorusi. Cudem ocalała z pożogi wojennej rodzina państwa Peszków, osiedliła się w na Ziemiach Zachodnich. Mała Łucja już od dzieciństwa zdradzała duże talenty muzyczno-wokalne i przez wiele lat kształciła się w tym kierunku, by wreszcie obronić pracę magisterską w klasie śpiewu w Konserwatorium Poznańskim. Posiadając ogromne zdolności dydaktyczne uczyła młodzież śpiewu, między innymi prowadziła Chór Chłopięcy, który pod Jej batutą święcił wiele sukcesów artystycznych tak w kraju jak i na występach zagranicznych.

Do Kanady pani Łucja przyjechała wraz z córką Barbarą i synem Wojciechem w maju 1986 i natychmiast włączyła się do życia Polonii ottawskiej. Przez wiele lat pełniła funkcje organisty w Parafii Św. Jacka Odrowąża w Ottawie dając się poznać jako doświadczony muzyk.

W kwietniu 1991 roku poznała pana Filipa Down i z nim związała na zawsze swoje życie. Był to Jej najwierniejszy przyjaciel i duch opiekuńczy tak w dobrych jak i w trudnych chwilach. Życiową pasją pani Łucji był śpiew, a obdarzona pięknym sopranem oraz dużymi zdolnościami aktorskimi dołączyła do tworzącego się właśnie kabaretu muzyczno-literackiego "Po Ósmej". Tam przez wiele lat tworzyła niezapomniane a czasem i kontrowersyjne postacie sceniczne. Współpracowała także z panią Jadwigą Domanską i grała w spektaklach przez nią reżyserowanych m.in. w Jasełkach. Równocześnie występowała jako solistka na wielu koncertach w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Po licznych sukcesach estradowych odkryła w sobie również i talenty reżyserskie.

Z Jej to inicjatywy i pod Jej kierunkiem powstał Zespół Taneczny przy Ottawskim Klubie Teatralnym a następnie własna grupa pod nazwą Klub Pasji Artystycznych. Współpracowała także z kanadyjskim zespołem Ottawa Valey Theatrical Seniors. Była członkiem Federacji Polek w Kanadzie, Ogniwo # 8 oraz Stowarzyszenia Polskich Kombatantów Kolo # 8 w Ottawie.

W dniu 1 października w Domu Pogrzebowym Hulse, Playfair i McGarry w Ottawie odbyły się uroczystości pogrzebowe, gdzie pieśnią w imieniu nas wszystkich pożegnała artystkę Maria Knapik - Sztramko. Przybyła tego dnia Rodzina, przedstawiciele organizacji polonijnych, Ambasady RP w Kanadzie (radca Mieczysław Olender, konsul Grażyna Sikorska) oraz liczni przyjaciele ze smutkiem pożegnali panią Łucję Peszko. Ottawska polonia bezpowrotnie straciła rozlicznych talentów, pełną zapału, nieodgadnionych pomysłów i niespożytej energii miłą nam sercu, naszą drogą panią Lusię.

Stanisław Kielar

Początek strony


LIDKA STOLFA
zmarła 1986

20 marca, 1986 roku, zmarła w Ottawie Lidia Stolfa, długoletnia członkini Federacji Polek. Każdy, kto ją znał - nawet tylko przelotnie - pamięta jej uśmiechnięte oczy, pogodne usposobienie, życzliwe, pełne uroku, podejście do ludzi. Pamięta jej subtelne poczucie humoru, wrażliwość na piękno. Nawet jej imię, Lidka, tak jakoś dobrze pasowało do jej osobowości.

Pogodne usposobienie jednak kryło w sobie siłę charakteru o duchowym podłożu i było owocem głębokiego zakorzenienia się w Bogu. Bogate było życie Lidki, a zarazem ukryte - może na tym polegało jego bogactwo... Podobnie jak w życiu każdego z nas, nie brakowało lat trudnych i bolesnych - zwłaszcza w okresie II wojny światowej - ale i nie brakowało lat szczęsnych i radosnych. Nie potrafiłabym go streścić w kilkunastu zdaniach, to też ograniczę się tylko do opisania jednego momentu, który uważam - stanowi klucz do jej całego życia - a dla mnie pozostanie zawsze drogocennym przeżyciem.

Tym momentem, kiedy niejako ujrzałam jej duszę, pragnę podzielić się z czytelnikami Informatora.

W ostatniej fazie swej choroby była już bardzo słaba i z trudem mówiła. Mówiła jednak o swym życiu i zbliżającej się śmierci. Mówiła jak zwykle spokojnie, jak ktoś, kto w autentycznym duchu św. Franciszka, pociesza raczej, niż szuka pociechy. Wtedy, w nagłym olśnieniu, pojęłam, że Lidka doznała łaski Pokoju. Prawdziwego pokoju polegającego na absolutnej ufności. Daru Zmartwychwstającego Chrystusa i tym doznaniem wielkodusznie podzieliła się ze mną.

Na dnie duszy zrodziła się we mnie świadomość, że Lidka jest bezpieczna w ramionach samego Boga. Radość i wdzięczność przeniknęły smutek. Pochyliłam się przed Panem w dziękczynieniu za ten rzadki i cudowny dar Pokoju, który ją napełnił. I za to że otworzyła swe serce przede mną. Dzieląc dziś żałobę jej najbliższych, pragnę bardzo podzielić z nimi radość, która Lidka mi dała.

Kończę słowami modlitwy, starej bardzo i wzruszająco pięknej, którą odmawiałam modląc się za nią co wieczór:

Duszo Chrystusowa, uświęć ją.
Ciało Chrystusowe, zbaw ją.
Krwi Chrystusowa, napój ją.
Wodo z boku Chrystusowego, obmyj ją.
Męko Chrystusowa, pokrzep ją.
O dobry Jezu, wysłuchaj ją.
W ranach Twoich, ukryj ją.
Nie dopuść jej oddalać się od Ciebie.
Od nieprzyjaciela złośliwego broń jej.
W godzinę śmierci wezwij ją.
I każ jej przyjść do siebie.
Aby ze świętymi Twymi chwaliła Cię.

Na wieki wieków. Amen!

Zofia Zawidzka

Początek strony


MIROSłAWA GAWALEWICZ
1931 - 1992

Kto w Ottawie i poza Ottawą, nie znał Miry? Kto zwracając się do niej z tysiącem spraw i kłopotów nie spotkał się z jej życzliwym, pełnym ciepła spojrzeniem? Rozmowa z panią Mirą - nawet w najtrudniejszych sytuacjach - chyba zawsze kończyła się z nutą nadziei, że coś się przecież da zrobić.

Nie gasnący nigdy entuzjazm, bezinteresowna i nie szukająca rozgłosu praca społeczna, ogromne zaangażowanie się na wielu odcinkach w sprawy pomocy Polsce i Polakom - zawsze w ramach ogólnego dobra społeczeństwa kanadyjskiego - to tylko niektóre z jej cech. Otwarta dla wszystkich, dosłownie o każdej porze, gościnna, zawsze gotowa zaczynać od początku, nie pamiętająca uraz i świadomie dążąca do zjednoczenia, godzenia i współpracy, mimo nieraz nie dających się wyeliminować różnic i konfliktów wśród organizacji polonijnych i poszczególnych osób. Wizja tej współpracy obejmowała zawsze i inne grupy etniczne, zwłaszcza te których kraj pochodzenia spotkał podobny do polskiego los. A w realizowaniu zamierzonych projektów była istną kopalnią praktycznych projektów.

I zawsze to ciepłe spojrzenie piwnych oczu z iskierką humoru i dobrodusznej ironii...

Nic dziwnego zatem, że przyznanie jej Orderu Kanady - najwyższego zaszczytu, jakim przybrana ojczyzna mogła ją obdarzyć - spotkało się w szerokich kręgach Polonii z głęboką i autentyczną radością.

O osiągnięciach Miry Gawalewicz i o wielu latach żmudnej, wytrwałej i ciężkiej pracy niech świadczy poniższy, bardzo skondensowany życiorys.

Mirosława Gawalewicz, z domu Szajdewicz, urodziła się w Warszawie w 1931 roku. Tu spędziła lata wojny i okupacji hitlerowskiej. W roku 1948

wyemigrowała wraz z matką do Wielkiej Brytanii, gdzie ukończyła gimnazjum, a następnie studia zawodowe uzyskując dyplom tzw. Hotel Management. W roku 1952 wyszła za mąż za Witolda Gawalewicza i wraz z nim wyemigrowała w roku 1960 do Kanady. Do Ottawy pp. Gawalewiczowie przybyli wraz z dwojgiem dzieci w r. 1966.

Już w 1967 pani Mira rozpoczęła swą pracę społeczną, wstępując w szeregi Federacji Polek w Kanadzie i odtąd praca ta stała się coraz bardziej intensywna i zataczała coraz szersze kręgi.

W roku 1970 zostaje przewodniczącą Ogniwa # 8 w Ottawie.

W roku 1972 zostaje wiceprzewodniczącą Okręgu ottawskiego Kongresu Polonii Kanadyjskiej.

W latach 1977 do 1986 piastuje urząd prezesa KPK w Ottawie.

W latach 1979 do 1986 jest członkiem Advisory Council on Multiculturalism and Citizenship, biorąc czynny udział w pracach wielu komitetów.

W roku 1980 organizuje Fundusz Pomocy Polsce i wraz z dr Rafałem Wierzbickim - Komitet Lekarzy i Farmaceutów w Ottawie, do którego obok polskich lekarzy i farmaceutów weszli wybitni lekarze kanadyjscy jak np. dr W. Keon. Celem tego Komitetu była intensywna pomoc polskim szpitalom. Trzeba przy tym pamiętać, że pani Mira zaczęła myśleć o zorganizowaniu pomocy medycznej dla Polski prawie natychmiast po operacji, jeszcze będąc w szpitalu.

Od roku 1981 organizuje czynną pomoc imigrantom polskim i ściśle współpracuje z władzami kanadyjskimi w sprawach sprowadzania do Kanady polskich uchodźców.

W roku 1987 zostaje wybrana przewodniczącą kanadyjskiej Rady Narodów Ujarzmionych w Ottawie, oraz wchodzi do Zarządu Głównego Family and Pacient Communication Centre w Ottawie, a także bierze czynny udział w działalności Canadian Citizenship Council Federation.

W okresie 1989 do 1992 piastuje urząd Przewodniczącej Zarządu Głównego Federacji Polek w Kanadzie.

W ciągu tych lat Mira Gawalewicz została wyróżniona licznymi odznaczeniami, mianowicie: przez ontaryjskie ministerstwo Citizenship and Culture, przez Family and Pacient Communication Centre, Kongres Polonii Kanadadyjskiej i Rząd RP na wygnaniu.

W ostatnich trzech latach, mimo stale wzmagających się na skutek rozwijającej się choroby trudności i cierpienia, nie ustaje w swoim zaangażowaniu na rzecz spraw dotyczących człowieka. Jeszcze ciągle snuje plany niesienia pomocy, np. Polakom w Rosji. Jeszcze ciągle przypomina nowe możliwości, dzieli się nowymi pomysłami, w których centrum jest zawsze człowiek. Nie poddaje się ani na moment chorobie, która nieubłaganie odbiera jej siły fizyczne, a która nie zdołała jednak pokonać ducha. Na kilkanaście dni przed śmiercią jeszcze do niej dzwonili ze swoimi kłopotami imigranci polscy, jeszcze ich słuchała i służyła praktycznymi radami.

Tak w wielkim skrócie wyglądają lata pracy pani Miry, które przyniosły jej Order Kanady, nasz podziw i serdeczne przywiązanie. Lata składające się z długich miesięcy, tygodni, dni i godzin spędzonych w służbie człowiekowi - tak w Polsce, jak i w Kanadzie.

Pełne uświadomienie sobie straty, jaką stała się dla nas jej śmierć, przyjdzie stopniowo, powoli. Będzie nam brak jej zdolności organizacyjnych, jej humoru, jej ciepła i zatroskania.

Małżonkowi pani Miry, dzieciom i wnukom, którzy zawsze tak wiernie przy niej trwali, składamy wyrazy głębokiego współczucia.

Dzielimy całym sercem ich ból.

Zofia Zawidzka

Początek strony


MARIA ZABORSKA
1903 - 1995

Maria Zaborska, z domu Płońska, urodziła się 5 grudnia 1903 r., w Łomży. Miasto to góruje nad całą okolicą, a zwłaszcza nad dolina rzeki Narew, która opasuje je niebieską wstęgą. Historia wypisała swe dzieje na starych murach i licznych kościołach. Jeszcze teraz widać kamienne szwedzkie kule utkwione w murach katedry.

Pani Maria pamiętała nawet po tylu latach, obchody narodowe i literackie, w których brała udział, będąc w gimnazjum żeńskim w Łomży. Po ukończeniu gimnazjum p. Maria rozpoczęła studia na Uniwersytecie Warszawskim i w roku 1926 uzyskała świadectwo nauczycielskie z geografii.

W dwa lata później wyszła za mąż za dr Bohdana Zaborskiego, którego poznała w czasie studiów. Wkrótce po ślubie, dr Zaborski otrzymał stypendium na wyjazd do Niemiec, Szwajcarii i Francji, dokąd udał się wraz z małżonką. Po powrocie do Polski, wykładał przez trzy lata na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym czasie p. Maria zajmowała się synem Jerzym, który urodził się w 1931 r. Następnie pp. Zaborscy przenieśli się do Warszawy. Tu bowiem, mąż p. Marii otrzymał katedrę na tutejszym uniwersytecie. W Warszawie, gdzie urodziła się im córka Ewa, przebywali do wybuch II wojny światowej.

W roku 1939 prof. Zaborski został powołany do wojska i wysłany w kierunku wschodniej granicy Polski. Koło Lwowa został aresztowany przez Sowietów i zesłany na Syberię. Pani Maria z dwojgiem dzieci - Jerzym i Ewą - pozostała w Warszawie, następnie udała się do Pruszkowa, gdzie spędziła okupację. Będąc nauczycielką uczyła w tajnej szkole, brała udział w przygotowaniach studium geograficznego Ziem Zachodnich, zorganizowała świetlicę dla dzieci, i uczyła dzieci z Zamojszczyzny języka polskiego i geografii.

Po zakończeniu wojny, w r. 1946, udało jej się uciec z Polski do Londynu, gdzie po siedmiu latach rozłąki spotkała się z mężem. Ucieczkę jej zorganizowali polscy wojskowi z Anglii, którym udało się przeszmuglować 600 osób (z rodzin wojskowych) w ciężarówkach UNRR-y. W 1948 r. rodzina Zaborskich wyemigrowała do Kanady i zamieszkała w Montrealu. Tu prof. Zaborski został wykładowcą na Uniwersytecie McGill. W 1957 r., pp. Zaborscy przenieśli się do Ottawy. Wkrótce po przybyciu, p. Maria założyła Kółko Filozoficzne - "Tomistyczne", w którym wykłady prowadziła dr Franciszka Tuszyńska. Kółko to przygotowało w r. 1963 jasełka dla młodzieży. Pani Maria włożyła w nie bardzo dużo pracy i starań.

Powrót pp. Zaborskich do Montrealu przypadł na rok 1966. Dr Krystyna Żurowska - przewodnicząca Zarządu Głównego Federacji Polek zwróciła się do pani Zaborskiej z prośbą o zorganizowanie Ogniwa w Montrealu. Dnia 7 października w domu pp. Zaborskich odbyło się pierwsze zebranie Ogniwa # 9. Przez następne dziesięć lat, pani Maria była przewodniczącą Ogniwa. Praca Ogniwa pod jej kierunkiem rozwijała się pomyślnie, w Ogniwie panowała atmosfera serdeczności i ciepła, którą członkinie bardzo sobie ceniły. Pani Maria umiała bowiem taką właśnie atmosferę wytworzyć. Jej takt też łagodził wszelkie nieporozumienia, jakie mogą się zdarzyć w każdej organizacji.

Ogniwo # 9 brało udział w pracach Montreal Council of Women, dzięki czemu została pozytywnie załatwiona sprawa p. A. Łozowskiej, której pozwolono pozostać w Kanadzie, mimo, że pochodziła ze wschodnich (przedwojennych) terytoriów Polski i dostała nakaz natychmiastowego opuszczenia Kanady.

Ogniwo brało udział w kiermaszach organizowanych wspólnie z innymi organizacjami polonijnymi, przygotowywało wystawy sztuki polskiej, odczyty, przedstawienia i wieczory autorskie. Ambicją członkiń było niesienie pomocy młodzieży harcerskiej i współpraca z wszystkimi organizacjami polonijnymi, a zwłaszcza z Kongresem Polonii Kanadyjskiej. Osiągnięcia Ogniwa # 9 były rezultatem ofiarnej pracy włożonej przez panią Zaborską i członkinie, które nie szczędziły czasu na działalność z myślą o służbie Polsce i Kanadzie. Praca ta została przerwana dwukrotnie dalekimi podróżami pani Marii z mężem. W czasie pierwszej podróży do Afryki w 1967 r., zwiedziła czternaście krajów. W drugą podróż, do południowo-wschodniej Azji, pp. Zaborscy wybrali się w parę lat później. Dzięki tym podróżom w naszym "Informatorze" pojawiły się ciekawe artykuły pióra pani Marii, opisujące wrażenia z podróży. Pisała też wielokrotnie do "Informatora" na inne tematy, najczęściej historyczne.

Po dziesięcioletnim pobycie w Montrealu, w roku 1976, pp. Zaborscy znów znaleźli się w Ottawie. Tu pani Maria dołączyła wkrótce do pracy w Ogniwie # 8. W roku 1985 zgodziła się zostać jego przewodniczącą na jeden rok. Przez następne lata była nadal czynnym członkiem Ogniwa w Ottawie, zdobywała nowe członkinie wśród nowo przybyłych Polek, co nie każdemu się udaje. Uczęszczała też na zebrania Koła Pogłębiania Wiedzy Religijnej i Christian Meditation. Ostatnio pracowała nad kroniką osiedla Kaszuby, którego ciekawa historia wiąże się z powojenną emigracją polską i rozwojem Kaszub.

Na Kaszubach, koło Barry's Bay, niedaleko kaplicy, znajduje się domek letni pp. Zaborskich, w tej chwili właścicielem jest ich syn. Wybudowano go na półwyspie "Mądrali", nazwanym tak dlatego, że znajdowały się tam domki letnie trzech polskich profesorów.

W roku 1993, 5 grudnia, gdy pani Maria skończyła 90 lat odbyło się uroczyste przyjęcie urządzone przez Ogniwo # 8, w prywatnej rezydencji. Pomimo podeszłego wieku Pani Maria zachowała dobrą pamięć, pogodę ducha i życzliwość dla wszystkich. Była dla nas zawsze przykładem, a jej dobroć promieniowała na nas wszystkich. Zmarła w 1995 roku.

Pani Maria Zaborska miała specjalne nabożeństwo do Matki Boskiej Swarzewskiej z polskich Kaszub, na której cześć ułożyła piękną modlitwę. Dwie kopie figurki Matki Boskiej Swarzewskiej znajdują się na Kaszubach w Ontario.

"Matko Boska, która w Swarzewie na polskim Pomorzu patrzysz na lud kaszubski klęczący u Twoich stóp, prosimy Cię, Panno Łaskawa, promieniami jaśniejąca, chroń nas - przybyłych do Kanady, której malutką cząstkę, znaną jako "Kaszuby" w przedziwny sposób, w swą opiekę wzięłaś.

Chroń nas i rodziny nasze od złych przygód na morzu, lądzie i powietrzu.

Wstaw się do Jezusa Chrystusa o błogosławieństwo dla Polski, kraju pradziadów naszych i dla Kanady - kraju, gdzie obecnie mieszkamy. W trudnych chwilach życia naszego, gdy Ciebie o ratunek czy radę prosimy - nie odmawiaj swej pomocy...

Matko Boska Swarzewska, promieniami jaśniejąca, Opiekunko Kaszub Ontaryjskich, módl się za nami. AMEN

opracowała Ewa Konopacka

Początek strony


BOŻENA BARRY
zmarła 1995

Bożenka jako mała dziewczynka, w czasie II wojny światowej, przebywała w Górach Świętokrzyskich u rodziny swej matki, która "odbywała w tym czasie swoją epopeję zesłań, łagrów i sybirackich wędrówek, a po nich tworzyła teatr Drugiego Korpusu." Wychowana w patriotycznej polskiej rodzinie, Bożena przez całe życie była działaczką społeczną. Ottawskie Ogniwo Federacji Polek mogło zawsze na nią liczyć w swych rozlicznych akcjach kulturalnych i społecznych. Po przeszło trzyletniej walce z nieuleczalną chorobą, tuż przed śmiercią, "zdecydowała się na najmniej kosztowny pogrzeb, całą sumę przeznaczając na pomoc Polskim misjom" - pisze Zofia Zawidzka.

Bożena po przyjeździe do Kanady ukończyła studia, wyszła za mąż za Jerzego Barry (Bahyrycza). Przez długie lata zajmowała się wychowaniem siedmiorga dzieci, które wszystkie wyrosły na dobrych i dzielnych ludzi. Często była sama z dziećmi, gdyż jej mąż geolog wyjeżdżał w dalekie podróże związane z jego zawodem.

Przedstawicielka rodziny - Zofia Braun - tak wspomina Bożenkę Barry:

"Uczyłam się od niej, jak kochać i być tolerancyjnym. jak służyć innym i wprowadzać ład i porządek w życie najbliższych. Jak łagodzić konflikty, nie pamiętać złego i widzieć dobro tam gdzie zdaje się go nie być. Jak być radosną, pogodną i ufną w sytuacjach z pozoru bez wyjścia. (...) Potrafiła niezmiennie innym wychodzić naprzeciw, znosić cierpliwie cudzą odmienność, służyć innym nie oczekując niczego w zamian, przemienić w żart i dowcip sytuacje nabrzmiałe nieporozumieniem i agresją."

Przyjaciółka Bożeny Danuta T. wspomina, że choć znała Zmarłą w różnych rolach, przekonała się, jak wspaniałym była człowiekiem, dopiero w okresie jej choroby, kiedy walczyła w nierównej walce z nieubłaganym przeciwnikiem.

..."Twoja odwaga, determinacja i hart ducha dodawały ci siły. Kochałaś życie i miałaś dla kogo żyć, więc walczyłaś. Żyłaś prawie do końca normalnym życiem. (...) Znosiłaś wszystko z niebywałą pogodą ducha i prawdziwie chrześcijańską pokorą. Interesowałaś się losem i problemami innych i jak mogłaś służyłaś im pomocą. Stale i do końca troszczyłaś się o swoich bliskich."

Zofia Zawidzka, tak postrzegała Bożenkę - córkę, żonę, matkę, babcię:

....Żyła intensywnie dzisiejszym dniem. I nie zatrzymywała radości dla siebie. Cieszyła się nią i pozwalała jej odejść. Oddawała ją innym. Pozwalała wszystkiemu odejść. Bo kochanie jest darzeniem wolnością. Nie krępowała swoją osobą niczyjej wolności. Dlatego może sama też była wolna. Dlatego umiała kochać wiele. Umiała żyć, a zarazem potrafiła umierać."

Redakcja Informatora

Początek strony


JADWIGA DOMAŃSKA
zmarła w 1996

Jadwiga Domańska urodziła się w 1907 r., w Dąbrowie Tarnowskiej. W 1932 r., po ukończeniu Państwowej Szkoły Dramatycznej w Warszawie, występowała w teatrach Łodzi, Bydgoszczy, w Teatrze Ziemi Wołyńskiej i w Wilnie. Po wybuchu wojny, pełniła służbę kuriera w Związku Walki Zbrojnej - między Warszawą, Grodnem, Białymstokiem i Wilnem. Po aresztowaniu została skazana na osiem lat więzienia i wywieziona do lagru na Syberii. Po półtora roku została uwolniona w wyniku tzw. amnestii.

Po dołączeniu w Buzułuku do Armii Polskiej organizowanej przez gen Wł. Andersa na terenie ZSRR, pełniła funkcję szyfrantki oraz szkoliła świetliczanki. Wkrótce zaczęła organizować, razem z dyrektorem artystycznym Wacławem Radulskim, Teatr Dramatyczny. W kwietniu w 1943 r. Teatr Dramatyczny 2 Korpusu zadebiutował sztuką "Tu jest Polska", odegraną w King Faisal II Hall, w Bagdadzie, w obecności gen. Andersa. Od tego momentu pani Jadwiga staje się dyrektorem teatru.

W tym miejscu warto przytoczyć słowa Zygmunta Nowakowskiego, charakteryzujące doskonale działalność Jadwigi Domańskiej:

"Pani Jadwiga dwoiła się i troiła w tym teatrze, będąc dyrektorką, aktorką, reżyserką i jego duszą. Pani Jadwiga dokonała sztuki, która udaje się jedynie diabłu w balladzie o Pani Twardowskiej. Ale diabeł ukręcił tylko bicz z piasku, ona zaś z piasku pustyni irackiej ukręciła ... teatr. Była to naprawdę sztuka nie lada!"

Teatr dramatyczny 2 Korpusu wędrował z żołnierzem polskim podczas kampanii włoskiej i rozrósł się do takich rozmiarów, że w pewnym momencie trzy różne zespoły grały w tym samym czasie na różnych placówkach żołnierskich. Wędrówka teatru i żołnierzy była długa: od Iraku przez Iran, Palestynę, Egipt - do Włoch. Teatr występował na pustyni pod gwiaździstym niebem, w salach rozbitych teatrów, w szpitalach, a nawet na linii frontu. Nie zapominajmy o tym, że piękne słowo polskie było wówczas potrzebne żołnierzom jak chleb.

W latach okupacji hitlerowskiej pani Jadwiga była rozłączona z rodziną. Dopiero w 1946 r. dojeżdża z Polski do Włoch mąż pani Jadwigi - Ludogierd, - oraz córka Bożena. Cała rodzina dociera wraz z teatrem do Anglii. Teatr Dramatyczny 2 Korpusu zamknął swoją działalność w 1948 roku. Sztuką pożegnalną było "Wesele" St. Wyspiańskiego z Jadwigą

Domańską w roli Racheli. Potem występowała jeszcze w wielu sztukach wystawianych w Londynie przez teatr Polski. Od roku 1959 włączyła się w organizowanie teatru dla dzieci "Syrena" i była jego kierowniczką do czasu wyjazdu do Kanady.

Do Kanady pp. Domańscy przybyli w r. 1960. Wybrali ten kraj, ponieważ osiedliła się tutaj ich jedyna córka z mężem.

Żegnając naszą aktorkę w Anglii, Zygmunt Nowakowski tak o niej napisał:

"Pani Domańska włada wierszem jak mało kto inny, powiem, że włada nim wręcz po mistrzowsku, a mieliśmy sposobność słyszeć ją na niezliczonych wieczorach, koncertach, akademiach i rocznicach. Doprawdy nie wiem kto ją zastąpi...."

Strata Londynu stała się naszym zyskiem. Po kilku latach spędzonych w Winnipegu, gdzie pracowała jako nauczycielka języka francuskiego, działając jednocześnie w Federacji Polek, pani Jadwiga osiedla się ostatecznie w Ottawie. Od pierwszych dni, z charakterystycznym dla siebie dynamizmem, bierze udział w życiu kulturalnym Polonii ottawskiej. To właśnie jej zawdzięczamy wspaniałe widowisko "Kopernik Żywy" (w roku obchodów kopernikowskich), które - przetłumaczone na język angielski - Były grane w National Arts Centre, komedie Słoneczniki, fragmenty Dziadów i Nocy Listopadowej, Jasełka (według Betlejem Polskiego Lucjana Rydla) oraz słuchowisko pt. Opowieść o Proroku Jonaszu Romana Brandsttaera. Z jej pomocą został założony Ottawski Klub Teatralny mający na celu wystawianie sztuk. Pani Jadwiga działała w nim jako reżyser i uczyła rzemiosła aktorskiego.

Była inicjatorką wieczorów poetyckich, podczas których pięknym słowem karmiła publiczność. Organizowała wieczorki przy mikrofonie, przez siedem lat prowadziła miesięczny polski program telewizyjny w Ottawie.

Jako członkini i dwukrotna przewodnicząca Federacji Polek (Ogniwo # 8), Jadwiga Domańska zainicjowała przed piętnastu laty Konkurs Recytatorski Poezji dla dzieci i młodzieży. Do końca brała w nim czynny udział, służąc organizatorom radą, pomagając dzieciom w interpretacji wierszy lub ich doborze oraz zasiadając w jury Konkursu.

W jej dorobku był szereg widowisk przygotowanych z okazji rocznic narodowych. Obchody - święta narodowego 3 Maja, 50 -lecia Bitwy o Monte Cassino - jak i wieczór wspomnień o generale Andersie były również jej dziełem. Charakteryzował ją ciągły zapał i nie gasnąca energia.... Swoją energią zarażała innych. Inicjowała koncerty fortepianowe pięknej polskiej muzyki klasycznej, wieczory przy choince itp.

Interesowała się wszystkim. Nawet wtedy, gdy w telewizji nie podano prognozy pogody w stolicy Polski, dzięki jej interwencji... Warszawa pojawia się znów regularnie na mapie pogody w programie kanadyjskim.

W roku 1992 wzięła udział w sympozjum zorganizowanym przez Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu na temat dramaturgii teatru emigracyjnego. Wygłosiła na nim referat pt. "Teatru okres heroiczny i służebny", poparty ogromną ilością zdjęć z jej prywatnego archiwum. Jej inicjatywą było stworzenie na terenie Ottawy Funduszu Pomocy Szkołom Polskim na dawnych terenach Polski (w granicach przedwojennych). Włączyła w to przedsięwzięcie dzieci i młodzież polską uczęszczające do szkół polskich w Ottawie.

Można śmiało powiedzieć, że mottem życiowym pani Jadwigi stał się napis na bramie cmentarnej w Zakopanem: "Naród, który traci pamięć, traci życie." Zawsze powtarzała, że chciałaby dzielić swój czas między Kanadę i Polskę i póki jej starczy sił i zdrowia - bywać w kraju co rok. Chciała bardzo przekazać wszystkim rodakom-emigrantom ducha wspólnoty, co nakazuje obcym szanować imię Polaka, a nam pozwala się szczycić naszą narodową tożsamością. Jej wielką miłością była Ojczyzna, której zawsze chciała służyć.

Pani porucznik Jadwiga Domańska była zasłużonym członkiem SPK, i Koła Sybiraków. Wspierała materialnie Związek Sybiraków w Warszawie. Była zasłużonym członkiem Związku Artystów Scen Polskich i członkiem Polskiego Instytutu Naukowego w Kanadzie. Posiadała szereg odznaczeń, m.in. Krzyż Oficerski "Polonia Restituta", nadany jej przez rząd RP na uchodźstwie za całokształt pracy na polu kulturalnym.

W życiu prywatnym istotną rolę odgrywała - jak sama twierdziła - "jej wspaniała rodzina". Doczekała się siedmiu wnuków i dwunastu prawnuków. Z wiekiem, sama nie straciła nic ze swej wytworności, pięknego uśmiechu i błyskotliwego humoru....

Danuta Skąpska

Początek strony


MAKA SOZAŃSKA
1941 - 1997

Maka Sozańska, z domu Woźniakowska, długoletnia członkini Federacji Polek w Ottawie, odeszła od nas 18 grudnia 1997 roku.

Makę poznałam prawie 20 lat temu. przez szereg lat widywałyśmy się na spotkaniach towarzyskich u wspólnych znajomych i przyjaciół, bywałyśmy u siebie w domu, a także spotykałyśmy się na zebraniach i imprezach Federacji Polek w Ottawie. Była to jednak tylko bardzo sympatyczna znajomość. Aż nagle, parę lat temu, kiedy mój mąż poważnie i długo chorował, Maka i jej mąż Andrzej okazali nam tyle pomocy i serca, że znajomość ta zamieniła się w bardzo serdeczną i trwałą przyjaźń. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że to, co Maka dla nas zrobiła w tym najtrudniejszym okresie naszego życia, nie było dla niej nic nadzwyczajnym. Dopiero kiedy poznałam Ją bliżej, przekonałam się, że zawsze wychodziła naprzeciw tym, którzy Jej potrzebowali. No bo taka po prostu była Maka.

Nieraz zastanawiałam się, jak potrafiła ona znaleźć czas na tyle różnych zajęć: życie rodzinne, które dla niej zawsze było na pierwszym miejscu, bogate życie towarzyskie, pracę społeczną i zamiłowanie do malarstwa.

Kochająca żona, matka, babcia i synowa, królowała wśród swoich "chłopców" i jednocześnie otaczała ich bardzo troskliwą opieką. Energiczna i niestrudzona, piekła ciasto na bazary Koła Pań przy Inżynierach, dekorowała salę na "Andrzejki" Federacji Polek, pomagała przygotowywać przyjęcia swym licznym przyjaciółkom, odwiedzała chorych przyjaciół. Jednym słowem była zawsze tam, gdzie Jej potrzebowano.

Pogodna, pełna radości życia i nieustannie uśmiechnięta, była bardzo lubiana zarówno wśród znajomych, jak i wśród członkiń Federacji Polek. Nic więc dziwnego, że kiedy została wybrana na przewodniczącą tej organizacji, pełniła tę funkcję chwalebnie przez kolejne trzy lata. Z czasem jednak, kiedy postanowiła bardziej skoncentrować się na rozwijaniu swego talentu i poświęcić więcej czasu na malowanie, stopniowo zaczęła wycofywać się z pracy społecznej i życia organizacyjnego.

Talent artystyczny dawno już przejawiał się w rodzinie Maki. Jej pradziad, Hentyk Rodakowski (1823 - 1894), był znanym i cenionym artystą malarzem. Sławny był nie tylko z kompozycji historycznych jak "Wojna Kokosza" (1872), ale przede wszystkim z portretów, np. takich jak: "Generał Dembiński" (1852), "Portret Matki" (1853), "Portret Leonii Bluehdorn" (1871) i wielu innych. Maka niewątpliwie odziedziczyła zdolności artystyczne po swym sławnym przodku. Wybrała również jedną z dziedzin jego twórczości - kompozycję portretową. Z powodzeniem malowała portrety, większość których odtwarzała z fotografii. Kiedy już miała duży dorobek artystyczny, w roku 1995, za pośrednictwem attache kulturalnego Ambasady RP, prace jej zostały włączone do cieszącej się dużym powodzeniem wystawy Arts ans Crafts, eksponowanej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (Lester B. Pearson Building.)

Maka od dawna marzyła o całkowitym poświęceniu się sztuce. Z niecierpliwością oczekiwała ukończenia 55- ciu lat i przejścia na wczesną emeryturę. Tyle miała planów i projektów na ten nowy etap życia.

Niestety, zaledwie w rok po przejściu na emeryturę zachorowała i diagnoza raka mózgu nie wróżyła, aby Jej plany i marzenia mogły być zrealizowane. W niesłychanie krótkim czasie, ta pełna energii, młoda jeszcze kobieta została praktycznie wyłączona z normalnego życia. Bardzo poważne zakłócenie wzroku, spowodowane chorobą nie pozwalało jej czytać, malować, oglądać telewizji, a nawet swobodnie poruszać się. Jedyna przyjemność jaka Jej została - to muzyka, której słuchała godzinami. Niezwykle troskliwa opieka męża, wizyty synów, synowej i małego wnuczka oraz stały kontakt z licznymi przyjaciółmi, pomagały Jej, choć w małym stopniu, znosić ten bardzo monotonny tryb życia. Jednakże nie skarżyła się na swój los. Z właściwą siłą Jej charakteru i niezwykłą pogodą ducha walczyła o życie, bo gorąco wierzyła, że zwycięży chorobę i będzie żyć.

Mimo, że stało się inaczej, Maka żyje i żyć będzie nie tylko w portretach, które zostawiła po sobie, ale i w pamięci i sercach tych wszystkich, którzy Ją znali. Portrecik naszej wnuczki, malowany dla nas przez Makę, będący teraz drogą pamiątką po Niej, nabrał dla mnie jeszcze większej wartości. Patrząc bowiem na zabawną buzię małej Krysi, widzę przed sobą nie tylko małą wnuczkę, ale również uśmiechniętą twarz Maki, taką jaką widywałam niegdyś i jaką będę zawsze pamiętać.

Danuta Tabaka

Początek strony


ZOFIA Z MAJCHERKÓW PIERŚCIANOWSKA
zmarła 1998

Pani Zofia urodziła się w Trzebini koło Krakowa. Była z kolei piąta z sześciorga rodzeństwa. Ojciec, z zawodu prawnik, pracował dla Polskich Kolei Państwowych. Jej wczesne dzieciństwo zaćmiły choroby, których rezultatem były częste pobyty w sanatoriach. Z tego powodu cały swój czas spędzała nad książkami. Stał się nie tylko gorliwą czytelniczką, ale z czasem i autorką wielu tekstów. Rozkochała się w literaturze klasycznej. Te zamiłowania oraz głód wiedzy i wielkie zainteresowanie sprawami bieżącymi pozostały już z nią na całe życie.

Wczesna i niespodziewana śmierć ukochanego ojca, który był jednocześnie przyjacielem i doradcą, spowodowała wielką pustkę w jej życiu. Postanowiła pójść w jego ślady. Wyjechała do Warszawy i rozpoczęła studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Tu wątła i słabowita pani Zofia wykazała wiele silnej woli i determinacji. Te cechy charakteryzowały ją przez następne wszystkie lata. W okresie studiów brała czynny udział w życiu studenckim. Utrzymywała się udzielając lekcji języka polskiego zagranicznym przemysłowcom. Studia skończyła z tytułem magistra praw w rekordowym czasie czterech lat. Przyznano jej stypendium na studia prawa międzynarodowego, co umożliwiło jej wielce pomocne w późniejszym życiu podróże po Europie.

Wybuch II wojny światowej zastał ją w Norwegii. Wykorzystując swe znajomości na Uniwersytecie w Oslo zorganizowała Polską Sekcję Norweskiego Czerwonego Krzyża, której przewodniczyła. Pełniąc tę funkcję udała się potajemnie, na fałszywych dokumentach, jako kurierka do Kraju. Podróż tę odbyła węglowym frachtowcem kursującym między Szwecją i Polską. Dostarczyła szyfry komunikacyjne polskiemu podziemiu i pomogła kilku jego działaczom w ucieczce do Szwecji. Za tę akcję Prezydent RP w Londynie odznaczył panią Zofię Złotym Krzyżem Zasługi.

W Norwegii pani Zofia spotkała młodego kapitana służb specjalnych Wojska Polskiego - Zbigniewa Pierścianowskiego. Przybył on z Wielkiej Brytanii do Oslo jako oficer łącznikowy do Głównej Kwatery wojsk alianckich w Norwegii. Wkrótce stanęli na ślubnym kobiercu. To był początek ich idylli - 51 lat wspólnego, szczęśliwego życia.

Skończyła się wojna. Państwo Pierścianowscy zdecydowali się nie wracać do opanowanej przez komunistów Polski i osiedlili się w Anglii. Pani Zofia rezygnuje ze swych ambicji zawodowych, pomaga mężowi w jego karierze w brytyjskiej służbie państwowej i poświęca się wychowaniu dwóch synów - Andrzeja i Tadeusza. Obaj kończą studia medyczne i emigrują do Kanady. W 1989 r., państwo Pierścianowscy podążają za nimi i osiedlają się w Ottawie, gdzie podobnie jak w Anglii, oboje rzucają się w wir pracy społecznej. Rozpoczętą jeszcze w r. 1947 działalność w SPK, kontynuują w stolicy Kanady.

Pani Zofia staje się członkinią ottawskiego Ogniwa # 8, Federacji Polek w Kanadzie. Pełni funkcję skarbniczki w dwóch kadencjach. Wykazuje wiele inicjatywy; służy radą i swym wieloletnim doświadczeniem. Bierze czynny udział we wszystkich pracach Ogniwa.

Odeszła niespodziewanie 19 października 1998 roku, na drugi dzień po powrocie z Edmontonu, gdzie wraz z mężem brała udział w XXXV Walnym Zjeździe PKP. Powstała po niej wielka pustka, którą niełatwo będzie wypełnić.

Była wierną towarzyszką swego męża, kochająca matką i babką, przykładną członkinią naszej organizacji. Przez jeszcze długie lata będziemy odczuwały jej brak. Jednakże jesteśmy szczęśliwe, że było nam danym przez kilka lat dzielić z nią nasze radości i problemy życia na emigracji...

Wanda Garlicka

Początek strony


LUDWIKA RZEPECKA
zmarła 2003

Ludwika Rzepecka zmarła 21 kwietnia 2003. Odeszła nagle, od dłuższego czasu nie bardzo dobrze się czuła. Z tej przyczyny wycofała się z aktywnej pracy w Ogniwie nr 8 w Ottawie.

Cytuję dane z jej życiorysu, który ukazał się w grudniowym Informatorze Federacji:

"Przyjechała do Kanady w 1974 do córki do Winnipegu i od razu wstąpiła do Federacji Polek w Kanadzie. W roku 1979 przeniosła się do Ottawy. Tutaj poznała panią Mirę Gawalewicz i stała się jej najbliższym współpracownikiem. Uczestnicząc we wszystkich przedsięwzięciach Kongresu Polonii i służąc swoją wiedzą i doświadczeniem prowadziła sprawy finansowe. Od roku 1980 organizowała Fundusz Pomocy Polsce. Równocześnie zajmowała się zagadnieniami finansowymi Komitetu Lekarzy i Farmaceutów w Ottawie. W latach 1980 - 1991 pani Ludwika prowadziła wszystkie sprawy finansowe w Komitecie Imigracyjnym przy Kongresie Polonii w Ottawie. Dzięki jej żmudnej codziennej pracy Fundusz Kongresu powiększył się o około $100,000 kan. Długie lata była Przewodniczącą Komisji Rewizyjnej w Ogniwie nr 8 w Ottawie jak również w Zarządzie Głównym Federacji Polek. W roku 1996 zajęła się Funduszem im. Jadwigi Dobrudzkiej przy Ogniwie nr 8. Celem Funduszu założonego w roku 1963 jest pomoc młodzieży polskiego pochodzenia w Kanadzie."

Pani Ludwika serdecznie zaprzyjaźniła się z panią Mirą Gawalewicz, członkinią Ogniwa nr 8 i Prezeską KPK w Ottawie. Obie niestrudzenie pracowały w KPK w latach osiemdziesiątych, gdy tysiące polskich uciekinierów szukało miejsca oparcia w Kanadzie w skutek stanu wojennego w Polsce i prześladowań "Solidarności". Polonia Kanadyjska starała się pomóc finansowo uciekinierom i ułatwiać im osiedlanie się w Kanadzie. W tym ciężkim dla Polski okresie pani Ludwika była skarbniczką KPK. Ci, co z nią współpracowali mieli o niej wysoką opinię. Była niezwykle rzetelna i dokładna, jej umiejętności księgowe ukazały się w całej pełni. Nie żałowała swojego czasu i ofiarnie pracowała również jako skarbniczka w Komitecie Lekarzy i Farmaceutów, który pod przewodnictwem dr Z. Jaworskiego szedł z pomocą Polsce, wysyłając urządzenia szpitalne i lekarstwa do szpitali. Praca ta trwała przez wiele lat od 1980 - 1991.

Swoją przyjaźń i uznanie dla pani Miry Gawalewicz wyraziła pani Ludwika w pięknej biografii p.t. "Mira Gawalewicz Mój Przyjaciel".

W liście pani Anny Stapf dowiadujemy się, że jej mąż został ściągnięty do Kanady pomimo wielkich trudności, dzięki wysiłkom Miry i Ludki, jak ją bliscy nazywali. Wielu nowoprzybyłych nie zapomniało otrzymanej pomocy i pozostali osobistymi przyjaciółmi pani Ludki.

Jej ostatnim zadaniem, którego się podjęła, była opieka nad Funduszem im. Jadwigi Dobrudzkiej i tym razem poświęciła dużo swego czasu, żeby jak najlepiej wywiązać się z tego zadania.

Żegnamy ją ze smutkiem i będziemy w modlitwach o niej pamiętać.

Pani Ludwika Rzepecka otrzymała Złoty Krzyż Zasługi od KPK w 1993; Volunteer Award w 1999 oraz w uznaniu jej zasług została Honorową Członkinią Federacji Polek w Kanadzie w 2002 roku.

Ewa Konopacka

Początek strony